Pierwsza połowa nie należała do tych ciekawych. Jeśli już jakaś akcja zasługuje na wyróżnienie, to z pewnością warto wspomnieć o stuprocentowej sytuacji Górnika z 22. minuty. Myszor zagrał do Spacila, który znalazł się w sytuacji sam na sam, ale górą wyszedł bramkarz gości. Pięć minut później, po rzucie rożnym, Kamil Nowogoński podjął świetną decyzję o strzale z dystansu, lecz piłka minęła bramkę.
W 52. minucie Myszor wyprowadził świetną indywidualną akcję, ale po jego strzale piłka minęła bramkę. Kilka minut później obrońca Pogoni bezmyślnie zagrał piłkę do tyłu, gdzie był Myszor. Bramkarz gości na wślizgu jeszcze zdołał oddalić piłkę, ale przejął ją Spacil i skierował do pustej bramki. W 68. minucie Ogaga podczas wybijania piłki trafił kolanem zawodnika przyjezdnych. Początkowo arbiter odgwizdał wolny dla Łęcznian, ale po analizie VAR wskazał na jedenastkę. Po tym zdarzeniu David musiał zejść z boiska, ponieważ obejrzał czerwoną kartkę.Wydawało się, że katastrofa Górnika nadchodzi, ale tak nie było. Łukasz Budziłek obronił rzut karny wykonywany przez Noiszewskiego. Jest to druga jedenastka obroniona przez Łukasza w tym roku.
Rozpędzony Górnik biegł po drugą bramkę. W 80. minucie, po zamieszaniu w polu karnym, Kamil Kruk podwyższył wynik na 2:0. Łęcznianom wciąż było mało – na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry Adam Deja został sfaulowany w polu karnym rywali i mieliśmy rzut karny, który wykorzystał Kamil Orlik. W ostatnich minutach doliczonego czasu gry Budziłek zobaczył drugą żółtą kartkę. Na ostatnie kilkadziesiąt sekund między słupkami musiał stanąć Szabaciuk, ale nic już się nie wydarzyło.
To, co wydarzyło się w piątkowy wieczór, to miejmy nadzieję dobra zapowiedź tego, co będzie się działo w najbliższych tygodniach. Górnik dopisuje sobie kolejne trzy punkty i ma ich na koncie 20. O tym, czy najbliższe dni spędzi nad strefą spadkową, zdecyduje spotkanie Stali Mielec z Wieczystą Kraków.